Wyjazd rehabilitacyjno – edukacyjny. Wrzesień 2017.

Minęły wakacje. O przepraszam! Nie wakacje tylko sezon urlopowy! Przecież my już dawno skończyliśmy szkołę! A więc minął sezon urlopowy i wróciliśmy do swoich zajęć, czyli do pracy w Warsztacie Terapii Zajęciowej św. Rity w Legionowie. Ponieważ jak wszystkim zapewne wiadomo, niezdrowo jest zbyt gwałtownie zmieniać cokolwiek w swoim życiu, więc i my, by nie przeżyć szoku po słodkim, urlopowym lenistwie, zaczęliśmy od wyjazdu rehabilitacyjnego. Wyjechaliśmy na kilka dni w okolice Lublina. I o tym właśnie będzie poniższy tekst. Najmądrzej i najroztropniej będzie zacząć od początku, tak więc wyjechaliśmy w poniedziałek 4 września tuż po godzinie ósmej rano. Ku naszej radości autokar prowadził „nasz zaprzyjaźniony kierowca” pan Marek, którego mieliśmy okazję poznać rok temu podczas wyjazdu do Zaździerza. Autokar marki Bova wyposażony we wszystko co może być przydatne podczas długiej podróży. W tym miejscu należałoby może napisać kilka słów na temat pogody, ale jakby to powiedzieć „ręce i nogi opadają” to był jedyny aspekt naszego wyjazdu, który nie spełnił oczekiwań i choćby podstawowych wymagań! Na szczęście kiepska pogoda nie jest w stanie zepsuć naszych planów, czy też popsuć dobrych nastrojów! No dosyć już tych dywagacji na temat aury! Jak wspomnieliśmy przed chwilą wyruszyliśmy raniutko i w doskonałych nastrojach koło południa „wylądowaliśmy” w Puławach z zamiarem zwiedzenia wspaniałego, okazałego kompleksu pałacowo-parkowego Czartoryskich. Warto odwiedzać takie właśnie miejsca, by umocnić się w przekonaniu, że być Polakiem, być patriotą to coś wielkiego i wzniosłego! Tu usłyszeliśmy właśnie o tym jak nasi przodkowie walczyli i dbali o zachowanie polskości. Po zwiedzeniu pałacu przeszliśmy spacerkiem wzdłuż parku do autokaru i pojechaliśmy do Romanówki. Romanówka, to mała miejscowość położona nieopodal Wojciechowa, a Wojciechów to taka trochę większa miejscowość kilkanaście kilometrów od Nałęczowa. W Romanówce znajduje się Ośrodek Rehabilitacyjno Edukacyjny „Biały Lew”. Obiadek już na nas czekał, szybciutko więc zanosimy bagaże do przydzielonych nam pokoi, myjemy ręce i siadamy do stołów. Po podróży trzeba przecież zadbać o żołądek! Ponieważ była dopiero piętnasta, może ciut później, postanowiliśmy nie tracić czasu i korzystając z całkiem przyjemnej aury „z marszu” pojechać do Nałęczowa. Spacer po Parku Zdrojowym to było właśnie to! Cisza, mnóstwo zieleni, kaczki, łabędzie, wiewiórki i i inne bliżej niezidentyfikowane zwierzaki. Wszystko to bardzo pozytywnie wpływa na samopoczucie. Nie bez znaczenia pozostaje także kilkanaście minut spędzonych w tutejszej pijalni czekolady. No! Ślinka cieknie na samo wspomnienie! Wieczorem wracamy do „Białego Lwa”. Teraz jest pora na rozlokowanie się w pokojach i po chwili schodzimy do jadalni na kolację. Myślę, że zdecydowana większość po kolacji po prostu poszła spać, dzień był dość wyczerpujący. Wtorek. Chmury wiszą nad Romanówką. Nie damy się pogodzie! Po śniadaniu jedziemy do Lublina. Ludzie! Jakie to miasto jest piękne! Z samego rana do „Białego Lwa” przyjechał pan Łukasz, nasz przewodnik. Podczas niezbyt długiej podróży do miasta z kozłem w herbie pan Łukasz już opowiadał nam o mijanych miejscowościach, o zwyczajach ludzi tu mieszkających, o wszystkim, a w końcu zaczął śpiewać. Zenek Martyniuk może czuć się zagrożony. „Oczy zielone” poszły aż zatrzęsło autokarem! Dotarliśmy do Lublina. Wysiedliśmy na Placu Zamkowym znajdującym się poniżej okazałego, wspaniale odrestaurowanego Zamku i poszliśmy na Stare Miasto. Urokliwe wąskie, kamienne uliczki, mnóstwo restauracji, kawiarń i innych lokali gastronomicznych. Nawet nie przeszkadzał nam deszcz, który właśnie w tym momencie postanowił zrosić nasze głowy a w zasadzie parasolki. Pan Łukasz okazał się być nie tylko utalentowanym piosenkarzem ale również, a może przede wszystkim wspaniałym gawędziarzem znającym całe mnóstwo opowieści, legend i historii związanych z tym pięknym miastem i jego okolicami. Cztery godziny później, za nami była już: Brama Krakowska, Zamek Lubelski, Baszta, Wieża Trynitarska, Plac po Farze, Plac Litewski i wiele innych ciekawych obiektów, ale kto to wszystko zapamięta? My pamiętamy jeszcze jeden „obiekt”. Restauracja „Stół i Wół”. O rany! Ale burgery! Naprawdę warto wejść i skosztować. Rewelacja! Powrót do Romanówki. Po obiadokolacji czas wolny. Część z nas wybrała się na spacer polną drogą, wśród krzewów malin (mokrych ale pyszniutkich) do Wojciechowa. Środa. Po śniadaniu wsiadamy do „naszej” Bovy, by po kilkunastu kilometrach znaleźć się w malutkiej miejscowości Kębło. Tu odwiedziliśmy Gospodarstwo Ekologiczne „Dolina szkła” pana Tomasza Falby. Gospodarstwo nie ma nic wspólnego ze szkłem (nazwa nawiązuje do historii tego regionu), tu mogliśmy zapoznać się z różnymi ziołami i roślinami. Sami komponowaliśmy mieszanki ziół, które później zabraliśmy ze sobą. Pan Tomasz cierpliwie tłumaczył nam na jakie dolegliwości pomagają poszczególne zioła. Na zakończenie wizyty małżonka p. Tomasza poczęstowała nas przepysznym ciastem drożdżowym oraz prawdziwą kawą zbożową. Pycha! A komu było mało, mógł się udać do ogrodu i skosztować świeżutkich i soczystych malin prosto z krzaka. Z „Doliny szkła” do Kaplicy Matki Bożej Kębelskiej jest może z jeden kilometr, tam też się udaliśmy, kilka minut modlitwy i już jedziemy dalej. Kolejny przystanek to Wąwolnica. W Wąwolnicy znajduje się Sanktuarium Matki Bożej Kębelskiej. Historia tego Sanktuarium sięga roku 1278 kiedy to właśnie w Kęble nastąpił cud związany z figurą Matki Boskiej. O tym i wielu innych wydarzeniach związanych z historią Wąwolnicy opowiedział nam ksiądz Jan Pęzioł. Około godziny 14-tej spożywamy już obiad w „Białym Lwie”. Potem chwila odpoczynku i znowu w drogę! Wczesnym popołudniem wita nas deszczowy Kazimierz Dolny. Wysiadamy z autokaru, by zająć miejsca w trzech wynajętych, minibusach elektrycznych. Kilka minut jazdy przez to jakże urokliwe miasteczko i dojeżdżamy do wąwozu korzeniowego. Wysiadamy z minibusów i kto chce może iść za przewodnikiem prosto do tego wąwozu. Pół godziny później jesteśmy już w Kościele Farnym św. Jana Chrzciciela i św. Bartłomieja. Potem Rynek Mały, Synagoga, jatki drewniane, Sanktuarium Zwiastowania N.M.P. Mnóstwo zwiedzania. Na pożegnanie wspólna fotka przed zabytkową studnią na Rynku Głównym oraz obowiązkowy zakup kogutów 🙂 Wsiadamy do autokaru i wracamy do ośrodka. Kolacja koło godziny 19-tej. Chwila odpoczynku i wreszcie to, na co wszyscy czekamy. Dyskoteka! Doskonała muza! Doborowe towarzystwo! Smakowite przekąski! Czegóż więcej potrzeba do życia? Dobra zabawa to jedno, a realia życia to coś innego. Dlatego też krótko po 22-giej kończymy zabawę i idziemy lulu. Czwartek rano śniadanko, pakowanie bagaży, szybki spacer po mini zoo usytuowanym na tyłach ośrodka i wsiadamy do autokaru. Po czternastej jesteśmy już w Legionowie. No dobrze! Teraz może kilka słów o naszej bazie noclegowej. „Biały Lew” bo o nim mowa znajduje się jak już wspominaliśmy w miejscowości Romanówka kilkanaście kilometrów od Nałęczowa. Skąd nazwa? Ano stąd, że w malutkim zoo należącym do ośrodka jednym z okazów jest piękny lew albinos! Widok naprawdę niecodzienny! Ośrodek wybudowany chyba rok temu, wszystko czyściutkie, świeżutkie, pachnące nowością. Pyszne jedzenie. Nie sposób też nie wspomnieć o pani Dorocie, która czasami zdawała się być w kilku miejscach jednocześnie z uśmiechem na twarzy i pytaniem czy wszystko jest OK i czy przypadkiem czegoś, komuś nie brakuje. Pani Doroto, po raz kolejny odpowiadamy! Wszystko było bardzo OK. Niczego nam nie brakowało! Serdecznie dziękujemy! No właśnie. I w tym momencie dotarliśmy do podziękowań.
Za zorganizowanie wyjazdu rehabilitacyjno – edukacyjnego serdecznie dziękujemy Legionowskiemu Stowarzyszeniu Amicus z Prezesem Zarządu księdzem Tomaszem Chciałowskim.
Za miłą i bezpieczną podróż dziękujemy kierowcy, panu Markowi z firmy Przewozy Autokarowe Krzysztof Cichorek.
Za wiele, wiele historii i legend oraz piosenek śpiewanych w autokarze dziękujemy przewodnikowi panu Łukaszowi Falbie.
Za gościnę, posiłki i pomoc w zorganizowaniu dyskoteki serdecznie dziękujemy kierownictwu Ośrodka Rehabilitacyjnego „Biały Lew” ale przede wszystkim pani Dorocie oraz tej drugiej pani, która pracuje w kuchni.

 

Galeria zdjęć. Dzień pierwszy

Galeria zdjęć. Dzień drugi

Galeria zdjęć. Dzień trzeci

Ośrodek Rehabilitacyjno Edukacyjny „Biały Lew”

Sanktuarium Matki Bożej Kębelskiej

Restauracja „Stół i wół” w Lublinie