Informacje ogólne
Liturgia
Sakramenty Święte
Wspólnoty
Duszpasterze
Ministranci
Fatima Canta

Parafia rzymskokatolicka

Matki Bożej Fatimskiej

w Legionowie

Kronika budowy
Numer konta
Galeria
Linki
Giełda pracy
Kontakt
Warsztaty PC
Aktualności Ogłoszenia duszpasterskie Legionowskie Stowarzyszenie AMICUS

Wspomnienia uczestnika zimowiska "Ustroń 2011"

(dod. 27.02.2011

Hurra ! Wreszcie możemy odpocząć od ciężkiej pracy jaką bez wątpienia jest nauka. Ferie czas zacząć ! W piątek po południu zabrzmiał ostatni przed feriami dzwonek, a już dwa dni później wyjechaliśmy na jakże zasłużony wypoczynek zimowy. Tradycyjnie już spotkaliśmy się podczas Mszy Świętej odprawianej przez księdza Tomasza Chciałowskiego w naszej kaplicy w niedzielę o godzinie siódmej rano. Bezpośrednio po mszy udaliśmy się do cieplutkiego autokaru wyposażonego oczywiście w najnowocześniejsze systemy bezpieczeństwa biernego i czynnego oraz (co dla nas najważniejsze) w odtwarzacz DVD. Podczas, gdy my zajmowaliśmy miejsca i zapoznawaliśmy się ze współtowarzyszami podróży ;-), rodzice dokonywali cudów, by zmieścić nasze torby, walizki, plecaki etc. etc. w całkiem pokaźnym bagażniku autobusu marki "La coś tam", nie pamiętam nazwy. W tym czasie tatusiowie dokonywali zaprowiantowania ustawiając w specjalnie wydzielonej części bagażnika napoje, i różne przekąski abyśmy w drodze nie stracili na wadze. W końcu, gdy wszyscy włącznie z księdzem proboszczem i opiekunami oraz oczywiście sympatycznym panem kierowcą zajęli swoje miejsca a luki bagażowe zostały zamknięte, ruszyliśmy w drogę. Przed nami ponad 360 kilometrów ! Po drodze zatrzymamy się w Częstochowie, by zwiedzić klasztor na Jasnej Górze i pomodlić się przed obrazem Czarnej Madonny. Do Ustronia dotarliśmy wieczorem. szybkie zakwaterowanie w pokojach i kolacja. A po kolacji czas wolny, czyli to co tygrysy, o przepraszam, dzieci lubią najbardziej. Poniedziałek - po śniadaniu wyruszyliśmy na podbój górskich szczytów, na początek zdobyliśmy Palenicę. Oczywiście w trosce o własne nogi szczyt ten "zdobyliśmy" za pomocą wyciągu ;-) Niestety nie udało nam się pojeździć na sankach ale za to widoki na całą okolicę były wspaniałe. Po południu, już po smacznym obiadku pojechaliśmy autokarem do odległego o kilka kilometrów Parku Rozrywki "Równica". No ! Rozrywki w tym miejscu mieliśmy co nie miara. Kino 5D, tor saneczkowy gdzie zjeżdżaliśmy na takich sankach "rolkowych" po specjalnie ukształtowanym torze, można powiedzieć, że to taki tutejszy roller coaster ! Byliśmy także w planetarium a najodważniejsi wybrali się ponownie do kina 5D by obejrzeć strasznie straszny horror ;-). Na odchodne dokonaliśmy zakupu pamiątek. We wtorek skoro świt (czyli około 10-tej rano) udaliśmy się do Leśnego Parku Niespodzianek gdzie między innymi mieści się Centrum Edukacji Przyrodniczo Leśnej. Tam zobaczyliśmy pokaz sokolników, wielkie wrażenie zrobiły na nas sokoły, jastrzębie oraz sowy w locie, widzieliśmy również orła. Naprawdę warto tam pojechać, wspaniałe wspomnienia murowane ! Po powrocie do ośrodka "Barbara" w którym mieszkaliśmy, chwila odpoczynku, kolacja, Msza Święta odprawiona przez księdza Tomasza a potem turniej ping-ponga a dla tych którzy nie przepadają za odbijaniem plastikowej piłeczki - film fabularny, czyli dla każdego coś miłego. Środę rozpoczęliśmy od odwiedzenia hotelu "Gołębiewski" w Wiśle. Poszaleliśmy odrobinę na basenie, potem sauna a następnie jaskinia lodowa. Super ! Wyjeżdżając z Wisły mieliśmy jeszcze zamiar odwiedzić Adama Małysza, ale podobno nie było go w domu. Pojechaliśmy wobec tego do Ustronia, by skonsumować obiad i przygotować się do największej atrakcji tego dnia. Kulig no i oczywiście pieczenie kiełbasek. Co roku podczas zimowiska mamy zapewniony kulig i co roku świetnie się bawimy. Kulig nigdy nam się nie znudzi ! W czwartek pojechaliśmy sobie na zagraniczne zakupy. Wiedzieliśmy, że w planach jest wycieczka do Czech, więc każdy miał ze sobą trochę waluty obcej, w tym konkretnym przypadku czeskich koron. Przez kilka godzin spacerowaliśmy sobie po Cieszynie i dokonywaliśmy najróżniejszych zakupów, chociaż jak zapewne nietrudno zgadnąć największym zainteresowaniem cieszyły się sklepy i stoiska ze słodyczami. Po południu, już po powrocie do Ustronia wzięliśmy udział we Mszy Świętej w tutejszym kościele P.W. Świętego Klemensa. Piątek, to już ostatni dzień naszego pobytu w Ustroniu. Po śniadaniu, które zwykle spożywaliśmy około dziewiątej, wsiedliśmy do autokaru i pojechaliśmy do Istebnej gdzie wstąpiliśmy do Zabytkowej Izby Regionalnej Jana Kawuloka. Tam wysłuchaliśmy opowieści o tradycjach tutejszych mieszkańców, o ich pracy, o instrumentach, którymi umilali sobie ciężkie góralskie życie. Posłuchaliśmy więc opowieści, posłuchaliśmy różnych melodii granych na tak dziwnych instrumentach, że nawet nazwy trudno było zapamiętać. W tej właśnie chacie dowiedzieliśmy się na przykład, że fujara to wcale nie jest ktoś, tylko "coś" a konkretnie instrument taki jak fujarka tylko, że duuużo dłuższy. Tą właśnie fujarą pasterz mógł się podeprzeć chodząc po górach, mógł popędzić owieczkę, bądź obronić się przed wilkiem a w wolnej chwili oczywiście mógł sobie na niej zagrać jakąś góralską (a jakże) melodię. Z Istebnej pojechaliśmy kilka kilometrów dalej, do Koniakowa, gdzie jak chyba wszyscy wiedzą produkuje się, chociaż określenie produkuje jest nie na miejscu, w zasadzie należy powiedzieć "wyrabia się" przepiękne koronkowe obrusy, serwetki, makatki i ... bieliznę. Wszystko to powstaje bez użycia maszyn, wszystko robione jest ręcznie. Stąd właśnie Koniaków słynie na cały świat i tak jak 2 + 2 = 4, tak Koniaków = koronki. Widzieliśmy mnóstwo najróżniejszych obrusów, serwetek i serweteczek a kto chciał mógł sobie kupić takie dzieło sztuki w tutejszym sklepie. Po południu powróciliśmy do Ustronia do "naszego" Ośrodka "Barbara". Po zjedzeniu obiadu i kilkunastominutowym odpoczynku spotkaliśmy się na ostatniej "zimowiskowej" Mszy Świętej. Po mszy tak jak zawsze, nastapiło podsumowanie tych kilku wspaniałych dni, rozstrzygnięcie konkursów i wręczenie nagród zwycięzcom. Potem był czas na gry i zabawy. Wieczorem udaliśmy się do swoich pokoi, w pocie czoła spakować wszystko to co razem z nami wyjechało z Legionowa plus to co kupiliśmy jako pamiątki dla siebie i naszych bliskich. Sobota rano - śniadanie i wsiadamy do autokaru. Około dwudziestej witamy się już z naszymi rodzinami w Legionowie. No i jak zawsze, z jednej strony fajnie, że już wróciliśmy, z drugiej chciałoby się jeszcze posmakować tej "samodzielności" z dala od rodziców. No cóż trzeba poczekać do lata, przecież już za kilka miesięcy wakacje. A wiadomo jak wakacje, to znowu kolonie z AMICUSEM i naszą parafią !

Jeśli chcesz przejść do galerii ze zdjęciami, kliknij na ten link.

Za zorganizowanie tak pięknego i pełnego wrażeń wypoczynku serdecznie dziękujemy Parafii Matki Bożej Fatimskiej w Legionowie z proboszczem księdzem Tomaszem Chciałowskim oraz Legionowskiemu Stowarzyszeniu AMICUS.
(Jakub Półgęsek)