Wspomnienia uczestniczki kolonii letnich "Sztutowo 2010"
(dod. 29.08.2010
Pierwszy dzień był chyba najtrudniejszy, nie tyle dla dzieci co dla rodziców. Zaraz po Mszy Świętej
nadszedł czas na pakowanie bagaży do autokaru. Ciężko było rozstać się z pociechami aż na tydzień
czasu. Dla niektórych dzieci była to pierwsza wycieczka trwająca tak długo, z dala od rodziny i
przyjaciół. Jednak jak się potem okazało dzieci były bardzo dzielne i szybko oswoiły się z nowym
miejscem. Dojazd do Sztutowa przewidziany był na porę poobiednią, a wszystko za sprawą wizyty w
Parku Jurajskim, który znajduje się w Solcu Kujawskim. Każdy z nas zastanawia się jak wyglądały
dzieje prehistorycznego świata, jako uczestnicy wycieczki mieliśmy okazję na własne oczy przekonać
się jak wyglądały stworzenia nazywane dinozaurami.
Pani Przewodnik oprowadziła nas po Parku, w którym w zaroślach ukryte były figury dinozaurów.
O każdym stworzeniu opowiedziała nam krótką historię, np. czym się żywiły, jaki wzrost osiągały,
co było ich cechą charakterystyczną. Należałoby dodać, że figury były łudząco podobne do prawdziwych
bestii, chociażby przez wzgląd na to, że z ich paszczy wydobywały się przerażające dźwięki, a
niektóre z nich osiągały ponad 3m. wysokości. Po zwiedzaniu i przyswojeniu historycznej wiedzy,
nadszedł czas na zabawę.
Dzieci malowały gipsowe obrazki, na których widniał roślinożerny dinozaur, zaś po lekcji plastyki
udaliśmy się do czegoś w rodzaju wesołego miasteczka, które znajdowało się również w Parku Jurajskim.
Po dotarciu do Sztutowa zakwaterowaliśmy się w domkach letniskowych, w ośrodku ,,Mierzeja", do każdego z domków przydzielonych
zostało około sześcioro dzieci. Na terenie ośrodka mieściły się boiska do gry w siatkówkę,
koszykówkę, była również drewniana altanka, gdzie można było posiedzieć w wolnej chwili, a zaraz
obok niej w odległości kilku metrów dostrzec można było oczko wodne.
Każdego dnia odbywało się tzw. ,,sprawdzanie domków", każdy z lokatorów musiał dbać o porządek,
kryteria oceniania za wykonanie zadania wynosiły 0-10 punktów. Nadzór nad czystością sprawowała Pani
Anita, wraz z drugim opiekunem bądź uczestnikiem wycieczki. Starania za utrzymanie czystości zostały
docenione, dzieci które zdobyły największą ilość punktów, otrzymały atrakcyjne nagrody.
Cisza nocna obowiązywała od godz. 22:00
Z ośrodka ,,Mierzeja" każdego dnia wyruszaliśmy do stołówki oddalonej o około 200m.
Menu składało się z trzech dań: śniadania, obiadu kolacji i deserów.
Posiłki były pożywne i smaczne, dzięki czemu mieliśmy siłę do zwiedzania wielu wspaniałych miejsc.
Codziennie zwiedzalismy różne miejscowości, bądź też
szliśmy na plażę, co sprawiało nam niesamowitą frajdę. Każdego dnia Ksiądz Tomasz ( proboszcz naszej parafii
a zarazem organizator wyjazdu) przypominał o
codziennej modlitwie. O godzinie 17.00 gromadziliśmy się w sali do ping ponga, gdzie uczestniczyliśmy
we Mszy Świętej lub wspólnej modlitwie. Prócz zwiedzania, mieliśmy czas dla siebie.
Wspólnie graliśmy w siatkówkę, koszykówkę, Pani Anita zaproponowała również turniej w ping ponga.
Uczestniczyliśmy w grach zespołowych na świeżym powietrzu takich jak dwa ognie, piłka nożna, czy
berek, raz zorganizowana została nawet dyskoteka. Wśród nas byli też solenizanci, którzy chcąc
uczcić urodziny częstowali nas cukierkami, a niektórzy wpadli na pomysł, by zorganizować przyjęcie
w domku letniskowym, w którym mieszkali.
Jednego dnia zdołaliśmy odwiedzić sporo fascynujących miejsc. Z samego rana tuż po śniadaniu wyruszyliśmy
autokarem do Gdyni. Cała podróż zajęła ponad godzinę. Trafiliśmy do portu, gdzie znajdował się
okręt wojenny ,,Błyskawica". Choć obiekt był w pełni odrestaurowany jednak zdołaliśmy poczuć aurę
minionych lat. Na pokładzie znajdowało się niewielkie muzeum, za szybami gablot mogliśmy ujrzeć
min. portrety kapitanów okrętu, jak również mapy, odznaczenia i stroje załogi. Samo zwiedzanie tak
olbrzymiego okrętu było niesamowitą przygodą. Następnie udaliśmy się na prom, którym przepłynęliśmy
z Gdyni na Hel. Wspaniale było płynąć, podziwiając widoki i słysząc szum fal, poczuliśmy
się niczym prawdziwe wilki morskie. Część wycieczki przebywała na górze pokładu, gdzie trzeba
przyznać, momentami było naprawdę wietrznie, ale zawsze można było się schronić piętro niżej, gdzie
znajdował się bufet. Tu można było usadowić się przy stoliku oraz podziwiać rozpościerające się za oknem
widoki. Jak tylko dotarliśmy do brzegu, udaliśmy się do fokarium.
Panował tu ścisk, gdyż miejsce jest oblegane przez tłumy turystów jak również uczestników innych wycieczek.
W fokarium byliśmy świadkami niesamowitego widowiska. Specjalnie wytresowane foki popisywały się swymi sztuczkami
bawiąc zarówno młodszych jak i tych nieco starszych gości. Z afiszy dowiedzieliśmy się, że jeszcze do 2001r.
jedną z gwiazd wodnych akrobacji była foka Krysia. Młoda foka stała się sławna, kiedy przekopała się pod dwoma
ogrodzeniami i ruszyła na spacer głównym traktem miasta. 500 metrów od basenu stacji znaleźli ją mieszkańcy
Helu. Wiele razy pomagała ludziom, wyławiając różne przedmioty jak portfele, aparaty słuchowe, czy okulary.
To niesamowite stworzenie bardzo szybko pozyskało przychylność turystów. Niestety to oni przyczynili się do jej
śmierci, poprzez wrzucanie do basenu hodowlanego monet. Specjaliści potwierdzili, że foka zjadła ich aż 693.
Po zwiedzeniu fokarium mieliśmy jeszcze czas dla siebie. Oczywiście najbardziej oblegane przez dzieci były
stoiska z pamiątkami, oraz kawiarenki z lodami. Drogę powrotną ponownie pokonaliśmy na pokładzie promu.
Tym razem jednak popłynęliśmy do Gdańska gdzie mogliśmy zwiedzić między innymi starówkę, zobaczyć fontannę Neptuna
oraz Dwór Artusa. Po południu wsiedliśmy do autokaru i pojechaliśmy do ośrodka na obiad.
W ogromny podziw wprawiła nas wizyta w zabytkowym drewnianym kościele w Stegnie.
Gdy tylko przestąpiliśmy jego próg poczuliśmy specyficzny klimat.
Ksiądz Tomasz opowiedział nam historię tego zabytkowego kościoła, dodatkowych informacji udzieliła nam jedna z
zakonnic. Zobaczyliśmy piękne malowidła na płótnie.
Szczególnym obiektem zainteresowania okazał się żyrandol, kształtem przypominający statek.
Legenda głosi, że to podarunek od rybaków, którzy cudem przeżyli sztorm.
Po lekcji historii uczestniczyliśmy we Mszy Świętej odprawionej przez naszego księdza proboszcza.
Po Mszy Świętej mieliśmy ponad godzinę dla siebie.
Monety poszły w obieg, szybko przekonaliśmy się, że sercem Stegny są stoiska z pamiątkami.
Dzięki temu mogliśmy zakupić drobiazgi dla siebie, jak również dla najbliższych.
Kolejka wąskotorowa to transport jakich mało. Wielowagonowa i drewniana, do złudzenia przypominająca kolejki,
którymi bawią się małe, czasem nieco starsze dzieci. Nie dość, że sunie po trasie bezkolizyjnie, to jeszcze
pokonuje dość spore odległości. Wyjechaliśmy ze Sztutowa około godziny 16.00, jechaliśmy nie mniej niż 30
minut. Była to doskonała zabawa, nawet przechodnie i kierowcy, których mijaliśmy podzielali nasz entuzjazm,
machając do nas z oddali.
W przedostatni dzień pobytu mieliśmy prawdziwe ogrodowe przyjęcie. Urządziliśmy grilla i słuchaliśmy muzyki.
Natomiast już w ostatnim dniu ciężko było rozstać się z ośrodkiem Mierzeja, gdzie byliśmy zakwaterowani przez
tydzień czasu, jednak z drugiej strony odzywała się naturalna tęsknota za rodzinnym domem. Jeszcze w drodze
powrotnej zwiedziliśmy Grunwald. Ponownie stawiliśmy czoła historii i przekonaliśmy się na własne oczy jak
wyglądało miejsce znane niektórym jedynie z książek, bądź z adaptacji filmowych.
Warto dodać, że przez cały tygodniowy okres wakacji pogoda naprawdę nam sprzyjała, zupełnie jakbyśmy ją
wcześniej zamówili. Słońce było wiernym kompanem naszych podróży, co wpływało na nasze dobre samopoczucie i
oczywiście przyczyniło się do uzyskania trwałej opalenizny.
Za zorganizowanie tak pięknego i pełnego wrażeń wypoczynku serdecznie dziękujemy Legionowskiemu Stowarzyszeniu AMICUS
oraz Parafii Matki Bożej Fatimskiej w Legionowie z proboszczem księdzem Tomaszem Chciałowskim będącym jednocześnie
prezesem Stowarzyszenia AMICUS.
(M.K.)
|
|